O autorze
Sędziuję piłkę nożną. Zajmuję się PR i dziennikarstwem.

Młodzi polscy sędziowie nie są gorsi od Hiszpanów i Irlandyczków. Tak szkoli ich UEFA

Piotr Binczyk podczas udziału w kursie CORE
Piotr Binczyk podczas udziału w kursie CORE archiuwm własne
Rzadko możemy się dowiedzieć czegokolwiek o młodych sędziach w Polsce. Czy dla doświadczonych arbitrów znajdą się godni następcy? Czy młodzi arbitrzy przechodzą szkolenia i regularnie podnoszą swoje umiejętności? Okazuje się, że tak! Wybrani mają nawet szanse pokazać się w Europie. Rozmawiam z 25-letnim sędzią Piotrem Binczykiem, uczestnikiem programu CORE, który opowiada o tym, że nasi młodzi arbitrzy wcale nie są gorsi od hiszpańskich czy irlandzkich.

- Na początku powiedz czym jest program CORE (Centre of Referring Excellence)?
- Ideą jest znalezienie młodych perspektywicznych sędziów. Uczestnictwo w programie daje możliwość rozwoju takim arbitrom i w perspektywie pięciu lat stać się sędziami międzynarodowymi. Program ruszył w sierpniu 2012 roku. Wtedy mieliśmy pierwszy, dziesięciodniowy kurs w Szwajcarii. Jeszcze w tym samym miesiącu odbyło się kolejne, siedmiodniowe spotkanie. Prowadzone były wykłady teoretyczne, ćwiczenia praktyczne. Do tego sędziowaliśmy mecze w niższych ligach: szwajcarskich i francuskich. CORE zakończył się w marcu 2013 roku kolejnym kilkudniowym spotkaniem, na którym musieliśmy zdać egzamin kondycyjny (Yoyo FIFA test - przyp. red.), egzamin z języka angielskiego, egzaminy z ćwiczeń praktycznych oraz egzamin praktyczny z przeprowadzonego meczu w lidze szwajcarskiej.


- Mieliście jakieś zobowiązania, gdy przebywaliście w swoich krajach? Na przykład, czy raportowaliście swoje wyniki?
- Cały czas informowaliśmy członków komisji szkoleniowej o naszych postępach. Pisaliśmy: co robimy, jak toczy się nasza przygoda z sędziowaniem, co powinniśmy poprawić w samym sędziowaniu. Każda trójka arbitrów miała swojego trenera, którego na bieżąco o wszystkim informowała.

- Ile osób uczestniczyło w programie CORE?
- Osiem trójek sędziowskich, czyli 24 osoby. Zazwyczaj byli to sędziowie ze strefy UEFA. Ale ten nasz kurs różnił się od poprzednich. Dwa zespoły sędziowskie pochodziły z Japonii i Nowej Zelandii. To było ciekawe doświadczenie. Wiadomo, że nieco inaczej gra się w piłkę w Azji, więc chłopaki z Japonii też prowadzili mecze w inny sposób. Na zakończenie CORE, każdy z uczestników otrzymał dyplom. Głównym dowodzącym całym programem był Anglik David Elleray.


- Na co zwracał wam szczególną uwagę David Elleray?
- UEFA chce, aby sędziowie na całym świecie w jak najbardziej zbliżony sposób interpretowali przepisy. Dlatego razem z Polakami, Hiszpanami, Irlandczykami, Ormianami, czy Estończykami, spotykali się też sędziowie z Japonii i Nowej Zelandii. Komisja szkoleniowa kładzie nacisk na odpowiedni kontakt pomiędzy zawodnikami i sędziami, a także na zarządzanie grą. Chodzi o to, żeby jak najbardziej upłynnić grę. Sędzia ma być jak najmniej zauważalny na boisku. Jeśli już używa gwizdka, jego gestykulacja musi być czytelna. Zwłaszcza dla widzów. Osoby na trybunach muszą wiedzieć, co sędzia ma na myśli pokazując daną decyzję.

- Arbitrom czasem zarzuca się, że „nie czują gry”…
- To tzw. niepisany artykuł XVIII, czyli sędziowanie i podejmowanie decyzji z duchem gry. Na to też zwracano nam uwagę. Być ludzkim wobec pewnych boiskowych sytuacji, które nie są zapisane w przepisach.

- Jak wyglądał wasz dzień podczas kursu?

- Pobudka o 7:30. Od 8 do 8:30 śniadanie. Później albo mieliśmy trening, albo poranne wykłady. Były skoncentrowane na działaniach arbitrów przy masowych konfrontacjach, mowie ciała przy prowadzeniu zawodów. Sędziowie asystenci mieli dodatkowe wykłady dotyczące interpretacji spalonego. Oglądaliśmy i analizowaliśmy bardzo dużo klatek filmowych z meczowymi sytuacjami. Około 11-12 był kolejny trening, bądź wykłady teoretyczne. Po obiedzie zazwyczaj mieliśmy ćwiczenia praktyczne. Jedna z miejscowych drużyn młodzieżowych odgrywała „scenki” boiskowe, a trójki sędziowskie miały interpretować całe zdarzenia. Dochodziło często do bardzo śmiesznych sytuacji, kiedy trzeba było dać 3 czerwone kartki… Po ćwiczeniach praktycznych była kolacja i ok. 21-22 czas wolny.

- Więc jak młodzi polscy sędziowie wypadli na tle pozostałych?

- Nie odstawaliśmy poziomem od sędziów z Irlandii, czy Hiszpanii. Możemy być zadowoleni ze swojej postawy. Celowo byliśmy ściągnięci z różnych stron Europy. Każda z tych trójek sędziowskich miała swój własny styl, charakterystyczny dla rozgrywek w swoim kraju. Przykładowo Irlandczycy preferowali twardy styl gry, pozwalali zawodnikom dużo grać.

- Paweł Raczkowski, z którym byłeś w zespole, uzyskał już pierwsze korzyści z wyjazdu…
- Tak. Paweł od 2013 roku jest już arbitrem międzynarodowym. Otrzymał to wyróżnienie jeszcze w trakcie trwania programu, podobnie jak jeden z sędziów nowozelandzkich. Jak widać założenie, że w czasie pięciu lat ta grupa stworzy międzynarodowe zespoły sędziowskie, zaczęło być realizowane.

- Po powrocie z ostatniego spotkania CORE też otrzymałeś małą nagrodę. Byłeś sędzią technicznym podczas marcowych derbów Warszawy.
- Byłem zaskoczony tą nominacją. To był szok. Ale od razu sobie powiedziałem „Stary, dasz radę!”. Wrażenia po tym meczu mam niesamowite. Ta oprawa, atmosfera, medialna otoczka tworząca widowisko… Dla mnie to było też coś nowego. Na co dzień jestem asystentem, a teraz musiałem się zmierzyć z inną rolą. Spotkałem się z nowymi sytuacjami poza boiskowymi. W końcu zachowanie piłkarzy na ławce, ma duży wpływ na to… jak zachowują się gracze przebywający na boisku. Wszystko skończyło się bardzo dobrze, ponieważ postawa obydwu zespołów na ławkach rezerwowych była bez zarzutu.
Trwa ładowanie komentarzy...