O autorze
Sędziuję piłkę nożną. Zajmuję się PR i dziennikarstwem.

Moja rozmowa ze Zbigniewem Przesmyckim: „Znikną sędziowie z przypadku”

To pierwszy wywiad na moim blogu. Gdybym powiedział, że rozmawiam z człowiekiem, który współtworzy „Przepisy Gry w Piłkę Nożną” tłumaczy je z angielskiego, na polską wersję, nie wiedzielibyście o kim mowa. Większość z Was takiej książki nie miała w ręku. Ale jeśli dodam, że to były sędzia ekstraklasy w latach 1987-1997, a od grudnia zeszłego roku przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN, będzie wiadomo o kogo chodzi.

Zbigniew Przesmycki mówi o zmianach w ekstraklasie, pierwszej lidze i odbudowie wizerunku polskich sędziów. Zdradza też, że zawodowi arbitrzy mogą liczyć na premie na koniec roku.

Zgodzi się Pan z teorią, że miniony sezon w wykonaniu sędziów ekstraklasy miał dwa oblicza? Słabe, z wieloma błędami w rundzie jesiennej i znacznie lepsze już bez takich gaf na wiosnę?
Zbigniew Przesmycki: Mówią o tym fakty. Choć wiosną też było trochę kontrowersji. Jednak najważniejsze, że nie było krytyki, a była dyskusja. Jeśli dopiero po piątej czy dziesiątej powtórce okazało się, że arbiter podjął nieprawidłową decyzję, to nie mówmy o popełnieniu błędu! Pewne rzeczy można zauważyć dopiero na powtórkach. Ludzkiemu oku umykają. Faktycznie, wiosna była lepsza i odbiór ze strony całego środowiska piłkarskiego był lepszy. Sędziowie w pewien sposób się odbudowują. Wyznaczyliśmy sobie konkretne cele. Znikają układy, ekstraklasa jest już całkowicie pod naszą kontrolą jeśli chodzi o ocenę jakości pracy sędziów. Nie dojdzie już do sytuacji, że ktoś negatywnie oceni dobrą pracę arbitra. Mało tego, sędziowie też już są bardziej zdyscyplinowani. Mają testery, które rejestrują ich treningi. Później raportują to do zarządu Kolegium Sędziów. W przeszłości bywało tak, że raporty nie były przesyłane na czas, a czasem wcale. Teraz tak nie ma. Od nowego sezonu pierwsza liga też już będzie pod naszą pełną kontrolą. Oznacza to obiektywną ocenę jakości pracy sędziów.

Co Pan ma na myśli?
Na stałe zostanie wprowadzony system potrójnej oceny sędziów, który funkcjonuje w ekstraklasie. Sędzia dostanie notę od obserwatora, od tak zwanego obserwatora telewizyjnego, który zarejestruje ważne decyzje arbitra z przekazu telewizyjnego. Wreszcie sam arbiter oceni się w specjalnym arkuszu zawierającym klipy ze swoimi kluczowymi decyzjami. Ten system z pewnością zdyscyplinuje chłopaków w pierwszej lidze, ale jednocześnie da im dużo komfortu. Będą pewni, że ich praca zostanie sprawiedliwie oceniona.

Czy nadchodzący sezon będzie przełomowy jeśli chodzi o arbitrów ekstraklasy? Mam na myśli wprowadzenie zawodowstwa.
Zawodowstwo już było, teraz wracamy do niego. Pamiętajmy też, że jeszcze w zeszłym roku było kilku zawodowych sędziów. Jednak z początkiem stycznia wymówiono im umowy.

Dlaczego?
Tego nie wiem. Taką decyzję podjęto w PZPN. Było trzech sędziów zawodowych na pełnych etatach i trzech półzawodowych. Oznaczało to, że mogli jednocześnie pracować gdzie indziej.

Teraz będzie siedmiu na pełnych etatach.
Tak i będą mieli całkowity zakaz wykonywania innego zawodu. Umowy we wtorek zatwierdzono i podpisano na zarządzie PZPN. Czekają na podpisy wyznaczonych arbitrów.

A co jeśli ktoś prowadzi własny biznes i przekaże go np. żonie? Tak, żeby obejść ten zapis w umowie.
To już inny temat. Będzie to trudne do wykrycia. Ale myślę, że moi młodsi koledzy zdają sobie sprawę ze swojej szansy. Są ukierunkowani na to, żeby zrobić karierę w zawodzie sędziego. Zresztą łączenie pracy sędziego piłkarskiego z innym zajęciem byłoby uciążliwe dla nich. Przecież muszą się odpowiednio przygotować do meczów i będą mieli też inne obowiązki zapisane w kontraktach. Między innymi będą prowadzili szkolenia młodych adeptów sędziowania w swoich regionach.

Nie będą szukać dodatkowych zajęć, jeśli będą dostawać odpowiednie wynagrodzenie. Słyszałem, że sędziowie główni mają dostawać średnio 9 tys. zł miesięcznie.
Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. Na pewno mogą liczyć na premie na koniec roku, jeśli poprowadzą zapisane w umowach 21 spotkań na sezon. Kwota bonusu wyniesie ponad 10 tys. zł.

Będzie coraz lepiej z ekstraklasą, a co z niższymi szczeblami na poziomie związków wojewódzkich? Tam też są młodzi, zdolni sędziowie.
Oczywiście, trzeba schodzić niżej, budować bazę i fundamenty. Coraz więcej młodych chce sędziować i im jest ich więcej, tym łatwiej ich selekcjonować. Ważne, żeby w związkach wojewódzkich zdawano sobie z tego sprawę. Sędziowie zawodowi będą dużym wzmocnieniem w naszych działaniach rekrutacyjno-szkoleniowych.

W jaki sposób dba się o takich młodych?
Nieco odejdę od pana pytania. Przykładowo Szymona Marciniaka, Bartosza Frankowskiego czy Pawła Raczkowskiego wydelegowaliśmy do udziału w programie UEFA Core (Centrum Doskonalenia Sędziów, które organizuje cyklicznie szkolenia dla utalentowanych sędziów w Nyonie – przyp. red.). UEFA daje na to pieniądze i po prostu z tego korzystamy.

A co z młodymi na szczeblu wojewódzkim?
Tam są programy mentorskie. Młodzi i utalentowani dostają swoich mentorów, z którymi pracują nad swoim rozwojem. Ale mam w tym zakresie bardzo duży niedosyt. Z drugiej strony, kieruję organizacją sędziowską dopiero od początku tego roku i siłą rzeczy musiałem skoncentrować się na najwyższych szczeblach sędziowania. Nie ulega wątpliwości, ze praca sędziów ekstraklasy rzutuje najbardziej na wizerunek naszej organizacji.

Spytam jeszcze o bardzo nieprzyjemną rzecz. Nie boi się Pan, że wkrótce znów powróci największy koszmar, czyli afera korupcyjna? Teraz głośno o tym w kontekście GKS Bełchatów.
Może tak będzie, nie wiem, nie przeżywam tego. Jeżeli wróci to tylko w związku z tym co zdarzyło się w przeszłości. Kiedyś było bezkarnie i efekty tego ciągną się do dzisiaj. Ale obecni arbitrzy już tacy nie są. Są uczciwi i nie stracą swojej szansy na karierę poprzez wejście na drogę przestępczą.
Trwa ładowanie komentarzy...