Wkrótce mocniejsze gwizdki w ekstraklasie. Zawodowstwo dla sędziów

Robert Małek - na boisku sędzia, w na co dzień policjant
Robert Małek - na boisku sędzia, w na co dzień policjant Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Czy wyobrażasz sobie Kamila Kuzerę, który kończy nocną zmianę w magazynie, bierze sportową torbę i zasuwa na trening? Albo Jakuba Rzeźniczaka zgarniającego kilka złotych napiwku ze stołu w Siouxie i po chwili omawiającego ostatni swój mecz z trenerem Skorżą? Nie za bardzo. Nasi piłkarze takich problemów nie mają, bo są zawodowcami. Tego samego nie można powiedzieć o sędziach. To wciąż amatorzy, którzy od poniedziałku do piątku pracują, żeby w weekend poprowadzić mecze facetów kasujących miesięcznie 70-80 tys. zł. Ale idą zmiany.

Z dużą ulgą przyjąłem informację o zwiększeniu puli pieniężnej przeznaczonej na sędziów, którą mają przekazywać kluby. Arbitrzy dostaną 800 tysięcy złotych więcej, więc teraz ta kwota wyniesie równe 4 miliony. Są już wstępne projekty dotyczące zawodowstwa. Ruszą od nowego sezonu. W pierwszym rzucie kontrakty otrzymają sędziowie główni. Jest niemal pewne, że będzie ich ośmiu. Wysokość umów ma być uzależniona od stażu – im dłuższy, tym wyższa umowa. Taka umowa zabroni arbitrom wykonywania dodatkowych zawodów.

Sędziowie są tacy jak my. Jeden pracuje jako przedstawiciel handlowy, drugi jako księgowy w niewielkie firmie, a kolejny jest strażakiem. W weekendy sędziują mecze w ekstraklasie. Traktują to jako płatne hobby, dodatkowe źródło utrzymania.

Praca pracą, a do meczów też muszą się przygotować. Dochodzi do tego, że treningi ustalają sobie na wczesny ranek, albo na późny wieczór. Ale czy człowiek idąc na trening o 22, może dać z siebie maksimum i coś z niego „wynieść”? A gdzie czas na dom, rodzinę, dzieci?

Każdy z sędziów musi się też zmagać ze swoimi pracodawcami. Wziąć kilkanaście dni urlopu w lutym na sędziowskie zgrupowanie, a później rusza liga. Mecze piątek-poniedziałek. I znów trzeba brać dzień urlopu w pracy. Jeden, drugi, trzeci… Są tacy, którzy w marcu mają już wszystko wykorzystane. Wtedy można wziąć urlop, ale już bezpłatnie. A jak pracodawca się uprze, to nie da.

Zwiększenie puli pieniężnej dla sędziów i wprowadzenie zawodowstwa, to pierwszy krok, aby podnieść poziom sędziowania w Polsce. Sędziowie skupią się tylko na swoim „nowym zawodzie” i będą mieli więcej czasu na solidne przygotowanie.

Odpowiednie przygotowanie fizyczne, ciągłe szkolenia sędziowskie, wyjazdy na konferencje, analiza sposobów gry poszczególnych drużyn, czy nauka języków obcych. To ma być gwarancją lepszego sędziowania. Zależy na tym wszystkim: sędziom – bo będą prezentować wyższy poziom i mieć szanse na międzynarodowe kariery, piłkarzom – bo premie nie będą uciekać przez pomyłki arbitrów i kibicom – bo ukochana drużyna nie przegra przez sędziowską gafę. Oczywiście to nie oznacza, że pomyłek nie będzie. Ale w znaczny sposób zredukuje…

Póki co na arbitrów mocno narzekamy. Trochę dlatego, że mamy to we krwi, ale też jest na co. Popełniają błędy. Czasem wynikające z braku umiejętności, a czasem ze zmęczenia. Dla nich to 90 minut pełnej koncentracji. Sędzia nie może przejść obok meczu, jak niejeden piłkarz. Jeden źle pokazany aut, błędnie odgwizdany spalony i atmosfera w meczu się podgrzewa. Jesteście kibicami i sami wiecie, jak reagujecie na takie sytuacje.

Ktoś zapyta: Zmęczenie? To nie jest wytłumaczenie. Jak jest zmęczony, to niech da sobie spokój. Ale to maksymalne uproszczenie, wręcz ignorancja. To tak jakby wędkarzowi zabrać wędkę, filateliście znaczki, a malarzowi pędzle i farby. Nie da się! Dla „facetów w czerni” sędziowanie to chorobliwa pasja. Za wszelką cenę chcą to robić jak najlepiej. Mówiąc językiem piłkarzy: „ W każdym meczu dawać z siebie wszystko”.
Trwa ładowanie komentarzy...