Stadion to nie teatr, a boisko to nie klatka MMA. W Kielcach chcieli wygrać pięściami

Korona Kielce jeszcze niedawno prezentowała koszulki z napisem „Stadion to nie teatr”. Teraz czas, żeby ich rywale wychodzili na murawę z napisem „Boisko to nie klatka MMA”. Sposób w jaki kielczanie zagrali z Zagłębiem nie można nazwać twardym czy ostrym. To była brutalna, agresywna, chamska kopanina. Po meczu kieleccy piłkarze, działacze, dziennikarze całą swoją złość za porażkę 0:2 skupili na arbitrze Pawle Pskicie. A prawda jest taka, że ten robił co do niego należało. Nie ugiął się pod presją zawodników i szowinistycznej widowni. Dawał kartki, kiedy musiał.

Dla Pawła Pskita to zdecydowanie najtrudniejszy mecz w ekstraklasie. W sumie pokazał 17 żółtych kartek i trzy czerwone. Łącznie 20, co stanowi chyba rekord wszechczasów w lidze. Golański – karteczka, Jovanović – karteczka, Lisowski – karteczka, Kuzera – karteczka, Korzym – karteczka itd.



Wiecie co jest najgorsze? Że niczym dzicz na boisku zachowywali się faceci dorośli, którzy w piłkę już trochę grają. Kuzera – 29 lat, Vuković – 33, Lisowski – 27, Jovanović – 27. Korzym ma wprawdzie 24 lata, ale w ekstraklasie jest od ośmiu. Tym gościom grzały się głowy jak juniorom. Sami się wzajemnie nakręcali. I później jak kosiarka, cieli równo z trawą lubinian.

Samego siebie przeszedł Vuković. Lider drużyny mocnym kopem zniszczył drzwi do szatni sędziowskiej. Zdemolował własny budynek klubowy. Jeśli to miał być dowodzący drużyną, która biła się o puchary… to dobrze, że Korona w nich nie zagra. Po co, ktoś taki miałby nas reprezentować? Już lepiej, żebyśmy odpadali w rundach przedwstępnych, niż mieli taką ekipę wpuszczać do Europy. Twarda, męska gra – OK, rozumiem. Ale nie boiskowy bandytyzm.

Obrzydliwa była otoczka samego meczu. Reakcje zawodników na boisku i ławki rezerwowych, podburzały publiczność. Niemal każdy gwizdek Pskita kończył się wyzwiskami z trybun w jego kierunku. Piłkarze Korony 90 procent jego decyzję krytykowali. Tak z zasady. Tam nawet nie było żadnej dyskusji. Bo jak sędzia Pskit miał rozmawiać z 3-4 zawodnikami, którzy chcieli mu wejść na głowę? Nie przypominam sobie meczu, żeby już w pierwszej połowie dwóch ludzi dostało kartki za samą krytykę decyzji sędziego.

Emocje jak z ligi podwórkowej pokazał kierownik drużyny Korony Paweł Grabowski. W przerwie ironicznie bił brawo, szyderczo pokazywał wyciągnięty kciuk w górę, a na koniec poklepał sędziego po plecach mówiąc: „Super robota. Oddajcie nam 100 tys.”. Za to wywalono go na trybuny.

Grabowski raz jeszcze się popisał tego wieczoru. Gdy sędziowie wyjeżdżali z obiektu. Z grupką kilku osób stanął przed autami i ostentacyjnie bił brawo.

Nieporozumieniem było to, co zrobiła OFICJALNA strona kieleckiego klubu. Tuż po meczu umieściła relację zatytułowaną „Korona – Pskit 0:2”. Coś takiego, to łamanie podstawowych reguł dziennikarstwa. Jak oficjalna strona klubu, która jest jego wizytówką, może coś takiego napisać? Choćby sędzia strzelał gole dla Zagłębia, to „oficjalka” nie może dać się ponieść emocjom.

Niech w Koronie sami sobie zadają pytanie. Czy w tym meczu sędzia był nadwrażliwy, czy kielczanie przesadzili?
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • MMA
Trwa ładowanie komentarzy...